No, bez nie potrzebnych wstępów:
2. W zeszłe Święta (jak we wszystkie), moja mama miała lekką nerwice. Każdy włosek, każda plamka mogła nas zniszczyć. Więc gdy już wszyscy przyszli było jeszcze gorzej. Pierwszą potrawą było oczywiście barszcz, który miał wnieść mój wujek. Barszczu w misie było TROCHĘ za dużo tak, że naturalnie się przelewał. Wujek wiedział, że mama mu nie pożałuje ognistych spojrzeń jeżeli wyleje choć trochę na biały obrus. Ręce trzęsły mu się niesamowicie. Gdy barszcz latał we wszystkie strony wujek przebił swoje możliwości i w ostatniej chwili złapał miską kropelkę lecącą w stronę obrusu i położył misę na stole. Miał szczęście bo to by był ostatni dzień w jego życiu. No, to tyle na razie.
PAPA
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz